logo Sierpc online

Newsy | Ogłoszenia | Forum Dyskusyjne | Księga pozdrowień | Hyde Park Zaloguj się | Rejestracja

Co proponujemy:
O mieście
Historia
Kultura
Zabytki
Informator
Sport
Sierpeckie linki
Galeria zdjęć
Archiwum
Strona główna




Gawędy przy darciu pierza
Gawędy przy darciu pierza

Niezwykłe spotkania Paulina Orzechowskiego

2025-12-23

Spotkanie Paulina Orzechowskiego z wilkami. Rys.: Anna Gąsiorowska (lat 11)
Spotkanie Paulina Orzechowskiego z wilkami. Rys.: Anna Gąsiorowska (lat 11)

Akt urodzenia Józefa Rzechowskiego i mapa Perthéesa (z 1784 roku), na której zaznaczono Kraszewa i Kaczorowy
Akt urodzenia Józefa Rzechowskiego i mapa Perthéesa (z 1784 roku), na której zaznaczono Kraszewa i Kaczorowy

Kołodziej [z wystawy w muzeum w Szreniawie] ze strony: http://wiano.eu/article/2932
Kołodziej [z wystawy w muzeum w Szreniawie] ze strony: http://wiano.eu/article/2932

Niegdyś kontakty człowieka z dzikim zwierzem nie należały do rzadkości. Można też było się spotkać z istotami spoza świata materialnego. Temu szczególnie sprzyjało przebywanie nocą z dala od domu. Na takie okoliczności był poniekąd skazany Paulin Orzechowski. Żył na niezbyt dużym gospodarstwie z żoną Józefą oraz gromadką dzieci. A że potrafił grać na skrzypcach, niekiedy miał okazję trochę sobie dorobić. Pograł niekiedy na jakimś weselu albo wiejskiej zabawie. Takie zabawy kończyły się późno. Do domu wracał nad ranem albo w środku nocy. Drogi wówczas były nieutwardzone, wiodły przez pola, lasy, zarośla w pobliżu bagien, jezior i rzek. Nocą jedynym oświetleniem ułatwiającym przemieszczanie się wędrowcowi, o ile nie było pochmurno, był księżyc i gwiazdy. Niekiedy można było dostrzec niewielkie światełko w oknie jakiejś chaty. Mogły błysnąć wśród ciemności ślepia wiejskiego psa, a poza wsią dzikiego zwierza. Dlatego niechętnie podróżowano nocą, zwłaszcza w pojedynkę. Nasz Paulin jednak niekiedy decydował się na powrót do domu nocą. Odwagi pewnie dodawała wypita gorzałka.

Pewnego razu wracając przez las usiadł pod drzewem, by chwilę odpocząć. Zmęczenie zrobiło swoje. Zasnął. Po jakimś czasie obudził się, uchylił oczy i przeraził się. Wokół niego stały wilki. Ze strachu  nie wiedział, co zrobić. Paulin ocknął się i uświadomił sobie, że w ręku trzyma skrzypce. Słyszał kiedyś, że wilki lubią muzykę. Zaczął więc w pewnym momencie grać. Wilki stojące kilka metrów od niego stały nieruchomo. Wyraźnie to wskazywało, że słuchały muzyki. Powoli wstał, nie przestając grać. Zaczął iść wolnym krokiem cały czas rzępoląc jakąś melodię. Wilki szły za nim krok w krok. Do domu był jeszcze spory kawałek drogi. Przeszedł go spokojnym marszem cały czas grając. Nie wiedział, jak zachowają się odprowadzające go wilki. Gdy znalazł się koło swojego domu, dalej nie przestawał grać. Józefa usłyszawszy grającego męża, uchyliła drzwi. Paulin wszedł pospiesznie do domu. Wilki do rana stały w pobliżu domu i wyły zawiedzione tym, że koncert tak nagle się skończył. To przeżycie wywarło tak wielkie wrażenie, że Paulin na kilka dni zaniemówił, nie mógł wydobyć z siebie ani słowa.  

Kiedyś podobnie, wracając z jakiejś potańcówki nocą, przysnął w lesie. Należy tu zaznaczyć, że zdarzało mu się to wiele razy. Zmęczenie i zarwany kawałek nocy zachęcały do odpoczynku. Doszło do jeszcze jednego spotkania z wilkami. Uchyliwszy oczy, dostrzegł stojące w pobliżu wilki. Skrzypce tym razem leżały gdzieś dalej, a każdy podejrzany ruch mógł skończyć się źle. Przypomniał sobie, że ktoś opowiadał, że wilki nie rzucają się na nieżywego. Siedział dalej nieruchomo pod drzewem, zbierał myśli, jak wyjść cało z opresji. Czas się dłużył w nieskończoność. Byle dotrwać do rana. Dzień może da jakieś rozwiązanie. Powoli ciemność zaczęła ustępować. Naraz usłyszał jakieś odgłosy na gościńcu. Po chwili dało się słyszeć krzyki mężczyzn. Któryś wołał: "Wilki chcą pożreć człowieka!" Wkrótce mężczyźni uzbrojeni w wymontowane z wozu kłonice byli już obok Paulina. Wilki uciekły. Mężczyźni zabrali struchlałego Orzechowskiego i odwieźli do domu.

Do zupełnie odmiennego spotkania doszło podczas jakiejś innej głębokiej nocy. Maszerując równym, chociaż niezbyt szybkim krokiem, utrudzony i lekko podchmielony muzykant zauważył, że wychodzi mu naprzeciw dwóch mężczyzn. Przez głowę przebiegła myśl, czy to nie jakieś rzezimieszki. Gdy zatrzymali się przy nim okazało się, że są elegancko ubrani i wyglądają na bardzo przyzwoitych ludzi. Zapytali grzecznie, czy nie zechciałby pograć trochę na uroczystości, która odbywa się w pobliskim domu. Paulin zgodził się. Weszli do stojącego nieopodal budynku. Pomieszczenie, do którego weszli było słabo oświetlone. Mężczyźni poprosili, żeby zagrał coś skocznego. Spod smyczka popłynęły dźwięki dziarskiej melodii. Paulin zdziwił się, że w izbie nie ma nikogo poza dwoma mężczyznami, ale grał dalej. Naraz dwaj mężczyźni zaczęli tańczyć ze sobą w koło, coraz energiczniej. Spod obcasów zaczęły wydobywać się iskry, a i buty przypominały kopyta. Twarze robiły się coraz bardziej szkaradne. W pomieszczeniu unosił się dym i swąd siarki. Przerażony Paulin w pewnym momencie zmienił graną melodię. Popłynęły spokojne takty pieśni: "Kto się w opiekę odda Panu swemu..." Natychmiast zginęło złowrogie otoczenie. Grający Paulin siedział na kępie otoczonej grząskim bagnem i grał nabożną pieśń. Solidnie wystraszony wydostał się z trudem na drogę i wrócił do domu. 
 

Didaskalia:

Opowieść opracowano na podstawie spisanej przed laty relacji wnuczek Paulina: Józefy z Brudzińskich Okraszewskiej (1905-1982) i Genowefy z Brudzińskich Piotrowskiej (1912-1988). Natomiast w oparciu o źródła archiwalne można uściślić niektóre dane dotyczące Paulina i jego bliskich.
    Paulin urodził się 22 czerwca 1834 roku w Kaczorowach (par. Gralewo). Był synem Józefa i Franciszki ze Szczypawków. Józef nosił nazwisko Rzechowski. Ciekawie w akcie parafii Raciąż jest odnotowane jego miejsce urodzenia: "Taberna sub silva Kraszeviensi" (Karczma pod Lasem/Borem Kraszewskim). Urodził się 13 marca 1806 roku. Gdzie to było? Czy to dzisiejsze Kraszewo Podborne? Zastanawiamy się, dlaczego te narodziny nastąpiły w owej karczmie. Czy tam zatrzymali się małżonkowie w trakcie podróży? Skąd i dokąd się przemieszczali? Później w 1809 roku mieszkali w Mańkowie, w parafii Słupia, gdzie 19 lutego urodził się im syn Maciej. Dziecko wkrótce zmarło.

Józef był synem Jana i Anny z Nierychlewskich. Nierychlewscy byli rodziną młynarzy. Natomiast w akcie zgonu parafii Jeżewo czytamy, że w Poświętnem 6 września 1812 roku zmarł "urodzony Jana Rzechowskiego kopczarz". Słowo "kopczarz" oznacza rolnika osiadłego na gruncie po wykarczowanym (wypalonym) lesie. Natomiast określenie "urodzony" stosowano dla osób pochodzenia szlacheckiego. Być może, że korzenie Jana sięgają rodziny Rzechowskich herbu Dąbrowa, biorących swoje nazwisko od Rzechowa w parafii Gąsewo w Ziemi Różańskiej.

Paulin do księgi chrztów został wpisany pod nazwiskiem Rzechowski. Z tym nazwiskiem stanął w Jeżewie 21 listopada 1860 roku na ślubnym kobiercu z Józefą Chorzewską, urodzoną 14 maja 1843 w Łężku Szlacheckim. Panna młoda była córką Józefa i Zuzanny z Kisielewskich, wywodzących się z drobnej szlachty z parafii Słupia i Łęg. Nie wiadomo, dlaczego Paulin od pewnego momentu zaczął używać nazwiska Orzechowski. W kolejnych aktach jest on określany jako: rolnik, właściciel części wsi, a również jako stelmach czyli kołodziej i takim pozostał w pamięci rodziny. Paulin i Józefa przez wiele lat mieszkali w Szumaniu-Pejorach, czasowo w Skoczkowie i Sulencicach. Na starsze lata osiedli w Piastowie, w którym zamieszkał ich syn Franciszek (1870-1930). Paulin zmarł 6 października 1898 roku w Piaskach Piastowskich. Józefa przeżyła go o 18 lat. Zmarła 18 listopada 1916 roku na Rumunkach Piastowskich. Spoczywają w najstarszej części cmentarza (w pobliżu kaplicy), ale ich mogiła nie zachowała się. 
 



Paweł Bogdan Gąsiorowski



Zauważyłeś błąd na stronie?

[x]
O nas | Napisz do nas ^^ do góry


Wszelkie materiały, artykuły, pliki, rysunki, zdjęcia (za wyjątkiem udostępnianych na zasadach licencji Creative Commons)
dostępne na stronach Sierpc online nie mogą być publikowane i redystrybuowane bez zgody Autora.